Wirtualna podróż na Kołymę


Uczestnicy spotkania z Jackiem Hugo-Baderem mieli niepowtarzalną okazję wybrać się w wirtualną podróż na Kołymę.

Dziennikarz, który 2 kwietnia był gościem Dyskusyjnego Klubu Książki , działającego przy dzierżoniowskiej bibliotece publicznej, przedstawił prezentację medialną ze swojej podróży na Kołymę. Biegun Okrucieństwa, jak niektórzy określają to miejsce, kojarzy się z największym na świecie obozem pracy przymusowej w okresie stalinizmu, z katorżniczą pracą, przejmującym zimnem, głodem i cierpieniem.

00bader1.jpg


Na pytanie dlaczego właśnie Kołyma była celem jego podróży, Jacek Hugo-Bader odpowiedział:

Ja nic na to nie poradzę, ale jak słyszę słowo „Oświęcim” to mam przed oczami wielki czarny komin […] Dla mnie słowo Oświęcim kojarzy się jednoznacznie – z wielkim, czarnym, dymiącym kominem
i z historyczną świadomością tego co tam było kiedyś […] Podobne konotacje mam jak słyszę „Kołyma” i cholernie mi się chciało pojechać w takie straszne miejsce i zobaczyć jak ludzie tam żyją. Jak płodzą dzieci jak je wychowują czym je karmią jak zarabiają pieniądze, jak się leczą, czyli normalne życie w strasznym miejscu. […]

Cały Trakt Kołymski ponad 2 tys. kilometrów autor przemierzył autostopem. Choć w zamyśle miała to być podróż motocyklem, bo o takiej marzył. W tym celu przed podróżą zrobił prawo jazdy na jednoślady. Niestety gdy przyjechał na Kołymę, obiecanego pojazdu nie było. Pozostał więc autostop. Okazało się to genialnym rozwiązaniem. Półtora miesiąca w drodze, mnóstwo spotkań z ciekawymi ludźmi i tyleż samo ciekawych historii.

Swoją prezentację Jacek Hugo-Bader rozpoczął zdjęciami przedstawiającymi syberyjską, złotą jesień. Potem pojawiły się zdjęcia ludzi i miejsc znanych z lektury Dzienników Kołymskich. Opowiedział m.in. historię córki Nikołaja Jeżowa, bestialskiego, stalinowskiego kata, który przyczynił się do śmierci setek tysięcy ludzi. Miał przydomek krwawy karzeł. Los Natalii Nikołajewny to „opowieść o tym jak pochodzenie człowieka może zdeterminować jego życie”. Opuszczona przez wszystkich, pozostała jednak dobrym, ciepłym człowiekiem. „Ruski anioł z potwornie pokiereszowaną biografią.”

Dalej zdjęcie Aleksandra Basanskiego, - „oligarchy, bogacza straszliwego, który zdobył ogromną fortunę, a teraz ma kłopot co z tą forsą zrobić”. Jest człowiekiem skrytym i zamkniętym, niechętnie opowiadającym o sobie. Z rzeczy osobistych pokazał tylko swoje liczne blizny, których dorobił się w Afganistanie.

Opowieść płynęła dalej. Pojawiły się zdjęcia „zamrożonego domu”. Na Kołymie często odcina się ogrzewanie by zmusić ludzi do opuszczenia mieszkań, ograniczając w ten sposób zużycie energii. Następne były zdjęcia najmądrzejszego na świecie psa Bobika, i Nirguna Filipowa, konstruktora maszyny odmładzającej, który na własnym ojcu testował swoje urządzenie (Jacek Hugo- Bader odmówił udziału w eksperymencie). Dalej pojawiło się zdjęcie Jurija Sałatina z Jagodnego emerytowanego majora wojsk lotniczych. Jacek Hugo-Bader rozmawiał z nim dwie doby. Zdjęcie Jurija znajduje się także na okładce Dzienników Kołymskich.

W dalekiej Jakucji autor spotkał młodą dziewczynę o staropolskim imieniu Ulana. Jej pradziadek był Polakiem. Ciekawym doświadczeniem było spotkanie ze strażnikiem gadającego kamienia w kształcie serca, do którego pielgrzymują tysiące Jakutów. Autor nie słyszał kamienia, ale czuł, że trzyma w dłoniach coś wyjątkowego.

Niezwykłe było spotkanie z szamanką Dorą, która przepowiedziała jak będzie wyglądać okładka Dzienników Kołymskich. Uwolniła autora od złych emocji, ale nie zdradziła mu kiedy umrze, choć o tym wiedziała. Nie wolno jej tego nikomu mówić, bo to grzech.

Tak płynęła opowieść o ciekawych ludziach, zachwycających miejscach, czerwonym kawiorze i ekstremalnej przeprawie przez rzekę Aługę (7 najstraszniejszych minut w życiu autora). Czas płynął nieubłaganie i wszyscy łącznie z autorem byli zaskoczeni, że tak szybko spotkanie dobiegło końca. Jacek Hugo-Bader jest wspaniałym gawędziarzem obdarzonym dużym poczuciem humoru. Pozostał niedosyt – wiele niezadanych pytań i nieopowiedzianych historii.

Czytelnicy ustawili się w kolejce po autografy. Czas podpisywania książek był okazją do bezpośrednich rozmów. Na spotkanie przybyło wiele osób, czytelników i bibliotekarzy. Książki Jacka Hugo-Badera nie leżą na półkach, wciąż są wypożyczane. Sadząc po powodzeniu jakim cieszyło się spotkanie z autorem, to zainteresowanie jeszcze wzrośnie.